socialAizy

 Redaktor
  • Zawartość

    73
  • Czat

    187
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Ostatnia wygrana socialAizy w dniu 1 Marzec

Użytkownicy przyznają socialAizy punkty reputacji!

Reputacja

54 Level 5

O socialAizy

  • Tytuł
    Złoty laur II

Informacje osobiste

  • Nick w grze
    socialAizy

Ostatnie wizyty

788 wyświetleń profilu

Profile Data

  • Płeć mężczyzna
  1. Cześć, na samym początku chciałbym zaznaczyć, że artykuł pierwotnie miał trochę inną formę, więc jak chcecie go przeczytać w innym kontekście i trochę ładniejszej formie, to jest do znalezienia tu - http://pandamarketing.pl/pl/influencer-marketing-czy-to-sie-oplaca/ Artykuł jest mojego autorstwa, ale po krótszym namyśle uznałem, że również i nasza grupa jest otoczona ludźmi nazywanymi "influencerzy", więc myślę, że to może również Was zaciekawić. Influencer marketing - czyli jak doją na Tobie pieniądze. Mimo iż termin należy do dość nowych, to dla wielu osób ze środowiska internetowego jest zapewne znany. A więc kim jest influencer i jakie może mieć znaczenie dla typowego gracza? Siła internetu Tłumacząc najprościej jak się da - influencer to osoba, która posiada jakąś grupę odbiorców na swoich social media (najczęściej) oraz ma wpływ na nich, jak i podejmowane przez nich decyzje w różnych dziedzinach życia. Niekiedy przez miesiące, a częściej przez lata zbierają oni swoją publikę. Tworzą treści, które mają za zadanie przyciągnąć spersonalizowane grono odbiorców. Budują autorytet, który potem mogą wykorzystywać. Influencerzy mają nieraz nawet milionową publikę, co tworzy dla nich spory potencjał. Biorąc pod uwagę, że często posiadają po parę kanałów przekazu, to mówimy tu o ogromnej liczbie odbiorców. Nietypowy “billboard”? Właśnie tak możemy nazwać dzisiejszych influencerów. Znaczna większość korzysta z wcześniej wymienionego potencjału, aby zarabiać na tym co robią. Głównie jest to działanie w internecie. W zamian za pewne kwoty, bądź produkty możemy spodziewać się wpisów, a nawet i filmów z lokowaniem jakiegoś produktu, bądź usługi. Forma będzie zależała od tego, jakie zasady współpracy firma ustali z influencerem. Jak można się domyślić - im więcej dadzą, tym lepszą reklamę obejrzymy. Biznesmeni to kolejna nazwa, jaką można określić influencerów. Wielu z nich ma jednak swoich menedżerów, którzy jeszcze lepiej potrafią dogadać się z markami. Ile by mnie kosztowało wypromowanie jakiejś mojej marki? I tu zaczynają się schodki. Cena współpracy z influencerem może być zależna od wielu czynników, jak chociażby jego popularność, liczba odbiorców, czy ostatnie wzloty i upadki. Niestety, nie ma czegoś takiego jak uniwersalny cennik. Pamiętajmy, że wiele też zależy od nas. Nasz produkt musi być na tyle akceptowalny, aby influencer zgodził się na jego pokazanie w swoich kanałach przekazu. Czy coś by leżało po mojej stronie? Pamiętajmy, że wiele też zależy od nas. Nasz produkt musi być na tyle akceptowalny, aby influencer zgodził się na jego pokazanie w swoich kanałach przekazu... tak, aby zgodził się na nawiązanie współpracy. Osoba taka jest narażona na opinie swoich odbiorców, więc nie będzie chciała reklamować czegoś, co wręcz uderza w nas czarnym PR. Warto więc zadbać o dobrą opinię, zanim zgłosimy się do takiego influencera. Internet widział wiele ciekawych kampanii na najróżniejsze produkty. Da się zareklamować wiele, ale wszystko ma swoje granice. Łatwiej będzie zareklamować puszkę napoju gazowanego, niż chociażby paczkę chusteczek. Jednak, żeby nie zostawić tego wątku w złym smaku, to dla przykładu Martin Stankiewicz parę lat temu zrealizował świetny film dla Durex. Skoro prezerwatywy się da, to i znaczną większość innych, nawet najbardziej kontrowersyjnych rzeczy również. Warto też przyjść do influencera z gotowym pomysłem. Znacznie ułatwi to współpracę, a i może zmniejszyć koszta. Grono odbiorców, do jakiego możemy trafić poprzez influencer marketing. To jest kwestia zależna od tego, do kogo się zgłosimy oraz jakie zasięgi miewa ta osoba na swoich kanałach przekazu. Dlatego istotne jest, aby zagłębić się w te kwestie jeszcze przed wybraniem influencera, z którym nawiążemy współpracę. Najważniejsi są tu jego odbiorcy, którzy śledzą go na co dzień. W większości mamy pewność, że będą oni zainteresowani nową treścią, więc ich kliknięcia w sponsorowaną zawartość są wręcz pewne. Jak skorzystać z influencer marketingu najlepiej? Przede wszystkim musimy zdefiniować nasz target, czyli grono osób, do których celujemy z naszym produktem. Dla przykładu produkując wysokiej jakości słuchawki, będziemy celować w osoby zainteresowane muzyką, a wręcz w audiofilów. Jeśli mamy już nasz target, to musimy dobrać odpowiedniego influencera. Najprościej ujmując, to szukamy kogoś, kto swoim contentem pasuje do naszego produktu. Dlatego produkując szminki, będziemy zwracać się do influencerek, które na co dzień zajmują się recenzjami produktów kosmetycznych itp. Czy to się praktykuje? Oczywiście! Prostymi przykładami jest już wcześniej wspomniana kampania Durex z Martinem Stankieiwczem, czy chociażby MyTaxi wraz z Abstrachuje. Kolejnym dowodem jest Ajgor Ignacy, który często współpracuje z lateksową marką. Jak widać, Durex chętnie działa z polskimi twórcami. Efektem tego jest całkiem dobra opinia oraz duża rozpoznawalność. A więc tak wygląda kwestia influencer marketingu w dzisiejszych czasach. Mimo, iż cena może być niekiedy wysoka, to ilość osób do której dzięki temu dojdziemy będzie naprawdę zadowalająca.
  2. Ogólnie myśle, że rozszerzenie narzędzi edycji tekstu dla redaktora było by dobrą opcją, gdyż trudno jest to jakoś ładnie umieścić. Przynajmniej kolory, inne fonty i czcionki.
  3. Będzie to krótka (ostatecznie wyszła długa) historia o tym, jak to się stało, że Tindera założyłem i przez chwilę użytkowałem. Ot takie dzieje młodzika w wielkim świecie, razem z kupką przemyśleń. Jeśli kiedyś korzystaliście z tej zacnej aplikacji, to możecie powypisywać jakieś wasze opinie, bądź historie… a jeśli jej nie lubicie to możecie też napisać czemu. Jest to felieton, czyli jak nadaje wujek Google Felieton (fr. feuilleton – zeszycik, odcinek powieści) – specyficzny rodzaj publicystyki, krótki utwór dziennikarski (prasowy, radiowy, telewizyjny) utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający - często skrajnie złośliwie - osobisty punkt widzenia autora. A więc nasza opowieść zaczyna się w mojej szkole. Otóż jako najlepsze liceum w całym województwie postanowiono dołożyć swoją cegiełkę do “debat oksfordzkich”. Jako iż średnią mam wiedzę na ten temat, to nie będę się tu rozwodził nad tym, czym ten wymysł jest. Z daleka wyglądało na obrady sejmu, tylko trochę bardziej wzbogacone o kulturę osobistą. No więc siadam w wyznaczonym dla mnie miejscu, aż tu nagle wychodzi Paniusia i wita wszystkich zgromadzonych. Wiadomo... lewaków, prawaków, alkoholików, dendrofilii, morderców i przyszłych pracowników pewnej restauracji fastfood’owej - uczniów profilu polonistycznego. Wszyscy znudzeni jak na studenckim wykładzie, aż tu nagle podawany jest temat. No takiej aktywności i poruszenia to nikt z Was pewnie nie widział. Otóż temat dotyczył Tindera, a dokładniej „Tinder wyrządził społeczeństwu więcej szkody niż pożytku”. Wszystkie rozmowy ucichły, a debata się rozpoczęła. Ostatecznie wygrała bowiem strona, że Tinder nie jest aż tak tragiczny (przynajmniej z tego co pamiętam). Co więc mógł zrobić szesnastolatek, który jeszcze wtedy średnio ogarniał, że świat jest prawdziwy, a reklama Panienek w Twojej okolicy mogła stać się realna? Tak, dokładnie… założyłem Tindera. Oczywiście podszedłem do niego jak do każdej nowej rzeczy - “mamo, boję się”. Wklepałem nie swoje imię, podałem oszukany wiek (dodając sobie dwa lata, bo inaczej aplikacja puściłaby mi czerwone światełko) oraz dodałem zdjęcie… z internetu. I się zaczęło. Jeśli ktoś nie wie, jak działa Tinder, to polecam przenieść się do XXI w. spieszę z wyjaśnieniem! Ustawiasz jakie to Panienki, bądź Panowie mają ci się wyświetlać (wedle wieku) i w zależności od ich zdjęcia profilowego, podanego wieku, jak i opisu podejmujesz życiową decyzję… albo w prawo, albo w lewo. Na lewicę, jeśli ktoś nam nie przypadł do gustu, a na prawicę, jeśli ktoś nam się podoba. Jeśli podczas ostatnich wyborów głosowaliście na Korwina, to aplikacja przypadnie Wam do gustu. Przewijania zdjęć nie było końca… do czasu, bo w którymś momencie wyskoczyło mi powiadomienie o usłudze premium, gdyż limit Panienek przewijanych na prawo wyczerpał się. Czyli teraz tylko czekać na efekty, a dokładniej to matche. Oczywiście, jako iż przegryw to moje przezwisko od urodzenia, to nie miałem dużej ilości dopasowań, a tak w rzeczywistości to można było je zliczyć na palcach jednej dłoni. W związku z niezbyt dużym powodzeniem zdecydowałem się na dość spory krok… Praktycznie wszystko uzupełniłem tak, jak jest w rzeczywistości. Prawdziwe imię - tak. Prawdziwa, krzywa mordka na zdjęciu - tak. Wiek - no tu nie, bo znów by mnie aplikacja nie przepuściła. Ku mojemu zdziwieniu… trochę się nazbierało tych par. I teraz dochodzimy do punktu kulminacyjnego całej opowieści… doszło do spotkania. Imię? Julia, już 15 lat na karku (ja już wtedy liczyłem sobie lat siedemnaście). Z perspektywy czasu - tak, czuję się trochę jak pedofil… szczęśliwie polskie prawo wcale nie stało po przeciwnej stronie, poza tym było to zwykłe spotkanie. Jak się potoczyło? No tak średnio bym powiedział… dosyć skryty chłopiec, zwykły nudziarz spotkał się z ekstrawertyczką, ot co. Kontakt się urwał, bo średnio nam szła ta rozmowa “w realu”, a jakoś później ciągnąć to na Facebooku… no średnio był sens. Wiem, że grupa badawcza składająca się z dwóch osób to dosyć słabo na wyciąganie wniosków, ale… no muszę. Ciśnie mi się na usta, że jak na poznawanie chociażby znajomych, to dosyć średnio. W międzyczasie trochę popisałem z innymi Panienkami i albo to ja mam jakiś problem z sobą, albo niezbyt Tinderowi idzie jego założenie, a dokładniej to jego użytkownikom. Wydaje mi się, że diabeł tkwi w jednym szczególiku… kontakcie wzrokowym i wszystko co się z nim wiąże. Coś, co jest niezastąpione w spotkaniach “w cztery oczy”, czy chociażby w grupie znajomych. Zauważyłem, że o wiele lepiej poznaje mi się osoby najpierw spotykając je w prawdziwym świecie, a potem rozwijając jakieś konwersacje na czatach etc. Chodzi mi tu o sytuację, gdzie zamiast randkować na Tinderze, wychodzę na miasto (oczywiście w celu grzecznego, kulturalnego spożycia odpowiednich napojów, np. fermentowanych trunków z chmielu etc.) i poprzez znajomych poznaję innych znajomych. Wiem z kim mam do czynienia, jak ta osoba się zachowuje, wiem jak wygląda (“w realu” nie wstawi zdjęcia rodem z Instagrama jakiejś np. modelki) i od razu widzę, jak osoba ta mnie oceniła. I oczywiście działa to w drugą stronę. Nie marnujemy czasu na pisanie godzinami, aby potem spotkać się i zaprzestać kontaktu na następny dzień. Nie oceniamy po wyglądzie i krótkiej rubryce "o sobie". Czyż to nie jest piękne? Jeśli chodzi o szukanie związku, to sprawa ma się wręcz identycznie. No chyba, że zamiast kogoś pasującego do nas charakterem itd., to wybieramy oczami i to jedyne na czym nam zależy. Nie mówię, że to bardzo zue i tak nie wolno, każdy robi co chce. Sam korzystałem z Tindera, więc wręcz nie powinienem rzucać tu oskarżeniami w stronę jego użytkowników. Just my opinion. Dodatkowo, jeśli chodzi o związki oraz szukanie kogoś "na jedną noc", to nie mam co się wypowiadać na te kwestie, bo ogólnie to ja chyba jeszcze za młody na takie rzeczy i za głupi. No mi się nie zdarzyło, lecz jeśli komuś Bozia dała nieco więcej punktów w urok osobisty, czy po prostu wygląd, to może dać znać, jak tam sprawa wygląda. Ogólnie ktoś mógłby spytać dlaczego przyszedłem i wyżaliłem się na swój brak powodzenia u płci pięknej podzieliłem się jakąś historią i przemyśleniami... ano dziś zdarzyła się dosyć ciekawa sytuacja. Pakuję swój WOŚP-owy woreczek w zeszyt od j. angielskiego, wychodzę z domu i zmierzam ku wielkiemu zbiorowisku restauracji i kawiarenek w moim mieście, potocznie zwanym "Stare Miasto". Przechodzę aż do ostatniego budynku, gdzie na co dzień litry kofeiny wlewane są do filiżanek, a następnie podawane do przepięknie udekorowanych stolików (jakby ktoś kiedyś był w Olsztynie, to trzeba odwiedzić tutejsze kawiarenki!). Siadam na moje ulubione miejsce, gdzie chwilę było mi dane czekać na mojego korepetytora od języka obcego (planuję studia w Danii, więc muszę umieć jakoś szprechać po angielsku). Po chwili drzwi uchylają się, a do kawiarenki wchodzi Pan. Niestety, to nie była osóbka, na którą czekałem. Pan ten upatrzył sobie stolik dosłownie przy mnie, zamówił latte i usiadł, szperając coś w telefonie. Po dłuższej chwili przyszedł mój korepetytor, więc zaczęliśmy zajęcia. Wtem, wokół stolika (między innymi mojego) zaczyna krążyć jakaś Pani. Po chwili usłyszałem to, czego mogłem się spodziewać... "Cześć, Kasia jestem." a wnet z drugiej strony moich pleców "Cześć, Tomek.". Całą rozmowę można by było streścić na prawdę krótko. Widać, że ludzie ci dopasowali się co najwyżej po terminie spotkania, bo tematów do rozmowy mieli całe... dwa? Tzn. ja też nie mówię, że na rande vu trzeba przygotowywać wcześniej całą listę (tym bardziej, że nie mam w tym żadnego doświadczenia), ale wątpię że temat smacznej kawy, a następnie kłótni o popołudnie (z tego co zrozumiałem, to kobieta chciała spotkać się wieczorem, ale facet narzucił poranną godzinę) to super sprawa i tak się powinno robić. Ogólnie to skończyło się tak, że oboje sobie podziękowali i poszli w swoje strony, a przynajmniej tak to wyglądało do momentu opuszczenia przez nich kawiarni. I tu mnie coś tknęło. Wracając z korepetycji myślałem nad tym i doszedłem do istotnego pytania... po co? Skoro jakaś część tych spotkań kończy się w taki sposób, to po co sprawiać zadawać sobie taki trud. Aplikacja poszła do usunięcia, więc jak coś - mnie już znaleźć nie znajdziecie na Tinderku. Także moja końcowa opinia - mi się aplikacja nie przydała, trochę tylko zabrała czasu i narobiła zbędnych nadziei... ale pewnie komuś się przydała w różnych celach, więc to już zależy od jednostki. Dobra, bo już wena twórcza mi się kończy, a literackie pióro zaczyna być coraz cięższe, co pewnie widać... Nie będę Was więc zamęczał, puszczam wolno wszystkich którzy dotrwali do tego momentu. Jednak jeśli czujecie się jeszcze na siłach, a macie jakieś przygody z Tinderem to wypisujcie je w komentarzach, z chęcią poczytam o jakiś wpadkach albo miłościach na całe życie.
  4. [Wywiad] Aneta

    O właśnie, jeśli macie jakieś uwagi, to piszcie śmiało. Z chęcią przygarnę coś ze stajni konstruktywnej krytyki. Na kolejny raz postaram się o dłuższy wywiad. ^^
  5. Dział Redakcji już jest! Sprawdzajcie co jakiś czas co się tam nowego pojawia ;) 
    Ktoś chętny dołączyć i nauczyć się czegoś? :D 

  6. socialAizy - Cześć! Mógłbym zająć Ci chwilkę, aby przeprowadzić z Tobą wywiad? Aneta Jasne. socialAizy - Super! Może na samym początku chciałabyś coś opowiedzieć o sobie? Kim jest Aneta poza karabinami? Aneta Mam na imię Aneta, mam 23 lata. Obecnie mieszkam w Wielkiej Brytanii. Pochodzę z Elbląga. Pracuje na magazynie z ciuchami i akcesoriami. Poza karabinami interesuję się sportem, a najbardziej - triathlon, lecz jestem zbyt leniwa (od dłuższego czasu) żeby czymś się zająć na dłużej. Jestem szczęśliwą kobietą pod każdym względem. Poza komputerem lubię wyjść na pyszny obiad, iść na spacer albo na zakupy (która kobieta tego nie lubi) Uwielbiam kawę i słodycze - one przytrzymują mnie przy życiu. socialAizy - Czy to właśnie od tych słodyczy wziął się Ciasteczkowy Potwór na Twoim avatarze? Czy może jednak jesteś fanką Ulicy Sezamkowej? Aneta Tak, od tych słodyczy wziął się mój awatar. Zawsze muszę mieć ciasteczka w domu plus oczywiście inne słodycze. Ulicę Sezamkową znam. Mój tata jest fanem tego serialu, więc czasami byłam zmuszona oglądać to po raz setny. Ale dzięki temu mogłam spędzić więcej czasu z rodziną. socialAizy - Triathlon, to musi być super sprawa! Na forum można przeczytać, że Twoimi zainteresowaniami jest jeszcze chociażby pływanie, jak i kolarstwo. Masz jakieś osiągnięcia w tych tematach, czy uprawiasz to bardziej hobbistycznie? Aneta Triathlon trenowałam około 5 lat. Czyli pływanie, kolarstwo i bieganie. Od zawsze ten sport jest w moim sercu. Brałam udział w każdych zawodach razem ze swoją grupą i trenerem na czele na terenie całej Polski. Fantastycznie było wbiec na metę po kilku kilometrach pływania, kilkunastu kilometrach jazdy rowerem plus kilkanaście kilometrów biegu. Człowiek był tak zmęczony po tym a jednak miał jeszcze siłę wykrzyczeć swoje całe szczęście, że ukończyło się zawody. Moim marzeniem jest ukończyć IronMan'a, lecz do tego jest potrzebne dużo pracy i dużo motywacji. Osiągnięcia owszem mam. Kilkadziesiąt medali za sam udział, plus kilkanaście statuetek za podium w swojej kategorii wiekowej. Uwielbiałam patrzeć na ludzi starszych (czyt. 60+), którzy nadal starują w zawodach i dumnie wbiegają na metę. To jest coś pięknego poczuć to samo co oni. Wiesz, w triathlonie nie liczyło się to, żeby ukończyć zawody na jak najlepszym miejscu - tylko żeby je ukończyć, bo to jednak ciężki i wyczerpujący sport. socialAizy - Rozumiem, gratuluję w takim razie i trzymam kciuki za IronMan'a! Należysz do forumowego klubu traktującego o filmach i serialach... masz jakieś ulubione pozycje z kinematografii? Aneta Przede wszystkim lubię Polskie filmy i seriale. Nowe jak i starszej daty. Uwielbiam romanse i dramaty również z zagranicznej sceny. socialAizy - A gust muzyczny? Jaki gatunek mogłabyś polecić ze swojej muzycznej biblioteki? Aneta Słucham głównie polskiego rapu (jestem wielką fanką ReTo). Oczywiście słucham również hitów z radio. Nie pogardzę również zespołami jak np. Lady Pank, De mono lub inne stare znane zespoły. socialAizy - Może przejdźmy do gry, jak i serwerów. Jak zaczęła się Twoja przygoda na uwujka? Od jakiego czasu dzierżysz tu tak wysokie rangi? Aneta Ponad rok temu przed meczem kolega wysłał mi adres IP do serwera Areny. Spodobał mi się klimat tego ''miejsca''. Ludzie byli mili (oczywiście zdarzały się asy). Po pewnym czasie wkroczyłam w życie na forum, bardzo małymi kroczkami. Moje pierwsze podanie na administratora zostało odrzucone. Patrząc na nie teraz wcale nie dziwię się dlaczego (haha). Po miesiącu napisałam kolejne podanie, przyłożyłam się do niego bardziej. Efekt ? Pozytywnie rozpatrzone podanie. Między podaniami, otworzyłam się bardziej do społeczności uwujka, więc więcej osób mnie znało. Po długim czasie dostałam rangę Opiekuna Serwerów. Dostałam masę wiadomości na steam, a najgorsze było to, że update był na forum i nie mogłam się zalogować. Więc musiałam wytrzymać do czasu kiedy wrócę do domu, żeby na spokojnie się zalogować. To była fantastyczna wiadomość. Cieszę się, że mogę współpracować z różnymi ludźmi. Cenię to, że ktoś mi zaufał i powierzył mi tak ważną rolę jaką jest opiekun. socialAizy - Ahh, czyli z tym opiekunem byłaś trzymana w nerwach do ostatniego momentu. Zajmujesz się czymś jeszcze na uwujka, oprócz opieki nad serwerami? Często widać także i twoje decyzje w skargach, czy prośbach o odbanowanie. Aneta Opiekun serwera również rozpatruje sprawy ze skarg czy odbanowań graczy. To jest priorytetowa praca opiekuna. socialAizy - Rozumiem. To już niestety było ostatnie pytanie, jakie przygotowałem. Wielkie dzięki za poświęcony czas! Chciałabyś może kogoś pozdrowić, bądź nominować do kolejnego wywiadu? Aneta Pozdrawiam wszystkich użytkowników uwujka.pl, całą administrację oraz zarząd. Nominuję administratora Sojek do kolejnego wywiadu. Dziękuję. Raz jeszcze wielkie dzięki za udzielenie wywiadu @Aneta! A do odpowiedzi niech powoli przygotowuje się @SojeK . Będę na Ciebie polował w najbliższym czasie!
  7. O rajuśku, czekałem na ten moment niemiłosiernie... TAK TAK TAK I JESZCZE RAZ TAK +wiek +godziny +składka Mega pomocna, miła... no super babka... nawet mi pomagała optymalizować CS z własnej woli Ona musi być adminem!!!
  8. Czas na sjestę! - czyli dlaczego powinieneś zażyć trochę drzemki przed kolejną grą. Sen to nieodłączny element życia każdego z nas. Wszyscy muszą spać, aby odpowiednio się zregenerować i przygotować na trudy kolejnego dnia. Być może o tym nie wiedziałeś, ale równie ważna jest dla Ciebie... drzemka! Hiszpańska sjesta Już niemalże tradycja, szczególnie w krajach Morza Śródziemnego, Hiszpanii czy w strefie klimatu tropikalnego i subtropikalnego. Na drzemkę swoją sjestę przeznacza ponad 16% Hiszpan, a ok 22% korzysta z tego przywileju tylko czasami. Badania przeprowadzone przez Fundación de Educación wykazują, że ponad połowa ankietowanych spędza ten czas w inny sposób. Czy to aby na pewno dobrze? Jak w zegarku... Uwaga, nowy termin! „Okres kontrolowanego wypoczynku” (ang. Controlled Recovery Periods - CRP). Chodzi tu o przysypianie w sposób rozsądny, w pewnym sensie odpowiedzialny. Świadomie kontrolujemy możliwości w ciągu dnia tak, aby je jak najlepiej wykorzystać. Twoją sjestę najlepiej spożytkować na jeden z dwóch sposobów: Pierwszym jest 90-minutowy cykl. Wtedy możesz odbyć podróż po wszystkich fazach snu, zaczynając od pierwszego stadium NREM, do fazy REM. Drugim jest trzydziestominutowy okres kontrolowanego snu. Jesteś wtedy w harmonii z Twoim impulsem i potrzebami Twojego organizmu. Bueno! Oba rodzaje drzemki mają pozytywne działanie. Badania przeprowadzone na jednym z uniwersytetów w Düsseldorfie wykazały, że nawet te najkrótsze usprawniają funkcjonowanie pamięci. NASA natomiast przeprowadziła badania na swoich pilotach, gdzie wyniki wskazywały na poprawę nastroju, zwiększoną fizjologiczną oraz subiektywną czujność. Jednocześnie drzemki mają ogromne znaczenie dla pilotów, którzy latają na dłuższych trasach. Jako pasażerowie wymagamy przecież, aby pilot był w pełni swoich sił. Można też wspomnieć tu sportowców, którzy w przerwie między porannym a popołudniowym treningiem również zażywają takiej regenerującej drzemki. Drzemka ma dwa oblicza… Nie wszystko złoto, co się świeci. Niestety, ale odbycie pełnego cyklu w ramach drzemki ma pewne konsekwencje. Po wybudzeniu często następuje senna inercja, uczucie dezorientacji czy ospałości. Trzeba to brać pod uwagę, jeśli chcesz dobrze rozplanować swoją drzemkę. Zregenerujesz się lepiej niż przy trzydziestominutowym okresie kontrolowanego snu, jednak chwilę Ci zajmie, zanim w pełni się wybudzisz. Czyli… kiedy mam pozwolić sobie na drzemkę? Jeśli mówimy o drzemce popołudniowej, to między godziną 13:00 a 15:00 narasta Twoja presja snu. To właśnie wtedy Hiszpanie robią sobie sjesty, a ty sięgasz po kolejne dawki energetyków, bądź kofeiny. „Guru od snu” Nick Littlehales określa to popołudniowe posypianie jako „drzemkę energetyzującą”, aby zniwelować złą reputację, jaką miała ta praktyka w świecie korporacyjnym. Drugim takim czasem jest okres wczesnowieczorny, między godziną 17:00 a 19:00. Wtedy właśnie wracasz po pracy i warto zregenerować się przed wieczornymi rozrywkami czy spotkaniami z przyjaciółmi. Trzeba tutaj dodać, że najlepszy będzie trzydziestominutowy okres kontrolowanego snu, gdyż pełny cykl może nam potem zaburzyć naturalny nocny sen. Sofa wystarczy? Oczywiście! Niewiele potrzeba, aby dobrze się zdrzemnąć. Tak naprawdę drzemkę możemy sobie uciąć gdziekolwiek. Wystarczy zwykła sofa czy fotel. Owszem, da się zdrzemnąć nawet na siedząco. Dla przykładu wcześniej wspomnieni piloci robią to w kokpicie, w fotelach. Po prostu musisz zadbać o komfort, więc potrzebne jest Ci przynajmniej trochę wyciszone miejsce, z dala od dźwięków telefonów czy TeamSpeak'owych rozmów. Warto tutaj wspomnieć, że nie jest konieczne, abyś zupełnie odpływał. Jeśli nie możesz zasnąć, to wystarczy, że będziesz na granicy snu. Twój mózg już wtedy odpoczywa i regeneruje się. Ale… czy gdzieś jest już to praktykowane? Oczywiście! Przykładowo możesz obejrzeć, jak jest to praktykowane w Google czy Skype. Wydzielone są tam miejsca wypoczynku dla pracowników, gdzie mogą oni odpocząć i uciec myślami od całej harówki, aby następnie wrócić do niej pełni sił. A więc już powinieneś wiedzieć, co możesz zrobić, gdy przysypiasz przed biurkiem, a za oknem jest jeszcze jasno. Są to praktyki wprowadzane w kolejnych firmach czy organizacjach. Warto się zastanowić nad ich zastosowaniem u siebie, aby znacznie polepszyć swój komfort i wydajność … w końcu jesteśmy tylko ludźmi, nie?
  9. @root opracować jakiś wstępny regulamin, zasady działu, jego przeznaczenie etc?
  10. @root Dałoby radę pod koniec tygodnia? Jak już bym wytrzeźwiał po świętowaniu Dnia Singla, to bym zabrał się za to dosyć porządnie... bo kolejne tygodnie zwiastują całkiem sporo pracy :///
  11. Bo czwartek... to mały piątek Tysięczna odpowiedź w temacie, pozdrawiam
  12. @throw007 Eee, obędzie się w takim razie bez tych ubrań